O tym, jak woda robi z marzeń… kosztorys grozy

Budowa domu ma w sobie coś z książki o spełnianiu marzeń.
Najpierw euforia: projekt, wizualizacje, płytki do łazienki, kolor ścian w salonie.
„Tu będzie kanapa, a tu wielkie okno na ogród”.

A potem — nagle — życie wciska przycisk reality check i pojawiają się błędy w izolacji fundamentów.

Dokładnie tak, jak pisał Michael Gerber w „Micie przedsiębiorczości”: na początku wszystko wygląda pięknie i prosto, aż przychodzi codzienność, w której za błędy płaci się nie lajkami na FB, tylko fakturami. Czasem takimi, które bolą…nie wiadomo czy bardziej psychicznie niż fizycznie.

W przypadku fundamentów i wilgoci to przebudzenie ma zwykle zapach… odpadającego tynku i farby, pleśni i grzybów tuż nad posadzką.

W najnowszym odcinku kanału „Budowa domu w praktyce” Pana Krystiana Lemkowskiego oraz „Jak się wybudować” Pana Sławomira Zająca tym razem nie występuję solo przed kamerą. Trafiam na ogień pytań u dwóch prowadzących — i rozmawiamy o rzeczach, których nie widać na wizualizacjach i które niemal zawsze są ignorowane., czyli błędy w izolacji fundamentów. Miałem przyjemność być gościem tej rozmowy — i nie jest to rozmowa wygodna. To jeden z tych odcinków, po których widzowie mówią:
„Szkoda, że nie wiedziałem tego wcześniej.”

Fundamenty to podstawa. Dosłownie.

Steve Jobs słynął z obsesji na punkcie detali — nawet tych niewidocznych. Płyty główne komputerów Apple projektowano tak, jakby miały trafić do muzeum.
Dlaczego? Bo jakość zaczyna się tam, gdzie kończy się wzrok przeciętnego człowieka. Z hydroizolacją fundamentów jest dokładnie tak samo.

Na co dzień jej nie widzisz — jest zakopana pod ziemią.
Ale to od niej zależy:

  • czy piwnica będzie sucha,
  • czy ściany nie zaczną „pić” wody,
  • czy za kilka lat nie pojawią się zacieki, wykwity solne i zapach wilgoci.

Błędy w izolacji fundamentów nie wybaczają.
A naprawy fundamentów zawsze są wielokrotnie droższe niż zrobienie ich dobrze od początku.

Woda nie interesuje się Twoim salonem. Nie ma sentymentów. Ma fizykę. I cierpliwość.

„Wodoszczelny beton” — hasło dobre do pierwszej rysy

W rozmowie pada zdanie, które wielu inwestorów słyszy zbyt późno:” Beton pęka. Zawsze.” Może pęknąć przez temperaturę, skurcz, zbrojenie, mieszankę, tempo betonowania, warunki na budowie. Lista jest długa. I teraz rzecz, która dla wielu jest zaskoczeniem: nawet ogromne konstrukcje podziemne — metro, garaże wielopoziomowe, masywne żelbetowe „białe wanny” — potrafią przeciekać i przeciekają. Tak często, że firmy iniekcyjne bywają wpisywane w budżet budowy z góry. Nie „na wszelki wypadek”. Po prostu — bo wiadomo, że się pojawią.

Skoro przeciekają giganty… skąd wiara, że „u mnie na pewno będzie idealnie”?

Skoro przeciekają wielkie konstrukcje, często posadowione kilkadziesiąt metrów poniżej poziomu terenu, projektowane i realizowane przez zespoły doświadczonych specjalistów, to skąd w ogóle bierze się przekonanie, że „w moim domu na pewno będzie idealnie i woda się nie pojawi”?

Bo różnica między tymi światami jest ogromna — i działa dokładnie odwrotnie, niż większość ludzi intuicyjnie myśli.

Tam każdy element:

  • jest liczony,
  • sprawdzany,
  • analizowany przez kilku projektantów,
  • konsultowany, nadzorowany, odbierany, poprawiany,

Jedna decyzja pociąga za sobą dziesiątki pobocznych kroków, a każda zmiana wraca do obliczeń. A mimo to — woda i tak się pojawia.

I teraz zestawmy to z domem jednorodzinnym.

Często budowanym:

  • systemem gospodarczym,
  • z decyzjami podejmowanymi „na bieżąco”,
  • z wykonawcami, którzy „zawsze tak robili”,
  • bez pełnych badań gruntu,
  • bez realnej analizy ryzyka,

Dom, w którym:

  • projektant widzi działkę tylko na mapie,
  • kierownik budowy pojawia się dokładnie dwa razy…na początku i końcu budowy :)
  • a o izolacji decyduje dostępność materiału w hurtowni albo opinia speców z Facebooka,

I w tym wszystkim pojawia się przekonanie: „U mnie będzie idealnie. Woda mnie ominie, sąsiad ma suchą piwnicę, to i u mnie będzie sucho”. To nie jest arogancja. To jest brak świadomości skali złożoności problemu. Psychologia nazywa to efektem Dunninga-Krugera. W uproszczeniu: im mniej wiemy o złożoności problemu, tym większą mamy pewność, że on nas nie dotyczy. Z kolei im więcej ktoś widział przecieków, błędów i napraw, tym ostrożniej podchodzi do każdej decyzji.

Bo fizyka nie robi wyjątków. Woda nie wie, że to „tylko dom”.
Nie interesuje jej, że budżet był napięty, a wykonawca zapewniał, że „tu nigdy nie stała woda”.

Jeśli konstrukcje analizowane przez sztaby inżynierów potrafią przeciekać, to nie dlatego, że ktoś był naiwny. Tylko dlatego, że budownictwo podziemne to gra z naturą, a nie konkurs życzeniowego myślenia. I właśnie o tym mówimy w tym odcinku —o różnicy między wiarą a świadomą decyzją.

Najbardziej perfidny błąd: częściowe podpiwniczenie

Jeśli jest jeden scenariusz, który potrafi zamienić dom w pole walki, to są budynki częściowo podpiwniczone.

Dlaczego?
Bo przynajmniej jedna ściana jest schowana pod budynkiem. Nie da się jej odkopać bez demolki. A gdy woda zaczyna napływać z wyższej części działki (lekki spadek + nieprzepuszczalne grunty = klasyk), ta ściana zaczyna działać jak tama.

I scenariusz jest zawsze podobny:

  • najpierw „wilgoć”,
  • potem „zacieki”,
  • potem „solne wykwity”,
  • a na końcu pytanie: „ile kosztuje ratunek?”

„Nie mam piwnicy, to mnie nie dotyczy” — a jednak dotyczy

Piwnica ma jedną zaletę: jak cieknie, to to widać.

Bez piwnicy problem potrafi rosnąć po cichu:

  • woda zbiera się w zasypanym wykopie,
  • stoi na chudziaku,
  • podciąga wilgoć w ścianach,
  • niszczy tynki i warstwy podposadzkowe.

A gdy wychodzi na jaw, często oznacza rozbieranie podłóg i instalacji — w tym ogrzewania podłogowego.
Dom niby stoi, a Ty wracasz do stanu „deweloperskiego”. Tylko drożej i nerwowo.

„W wykopie nie było wody” — najdroższy dowcip branży

To jeden z najczęstszych argumentów: „Bo w wykopie nie było wody”. Nie było.
Potem wykop zasypany, przyszły deszcze, woda zaczęła krążyć w gruncie — i nagle… jest, magia czy cud? W polskich warunkach to woda opadowa, a nie „magiczna woda gruntowa”, jest głównym problemem. Dlatego izolacja to nie fanaberia dla przestraszonych. To taki sam element budynku jak zbrojenie.

Izoleo: mniej zgadywania, więcej porównywania

Największy problem inwestorów to chaos:

  • „Dysperbit wystarczy”,
  • „tylko KMB”,
  • „tu izolacja niepotrzebna”,

A prawda jest brutalnie nudna: to zależy.
Od gruntu, spadków terenu, konstrukcji, tego czy jest piwnica, jak rozwiązano styki, gdzie i jak odprowadzana jest woda.

Dlatego powstało Izoleo — jako narzędzie, które porządkuje temat i pozwala porównywać rozwiązania i obliczyć zapotrzebowanie zamiast „czuć je na oko”.

O czym naprawdę jest ten odcinek?

Nie o idealnych realizacjach. Nie o teoriach z katalogów producentów. Tylko o tym, co dzieje się kilka miesięcy albo kilka lat po zakończeniu budowy.

Bez straszenia. Ale też bez lukru.

Jeśli myślisz: „mnie to nie dotyczy” — uwierz mi na słowo…dotyczy 😊. Z doświadczenia wiem jedno: najdroższe problemy mają ci, którzy byli najbardziej pewni, że je ominą.

Ten odcinek nie daje gotowych recept.
Daje coś ważniejszego — świadomość, zanim beton zniknie zakopany pod ziemią.

👉 Pełny odcinek obejrzysz na kanale „Budowa domu w praktyce”
👉 Jeśli budujesz dom — obejrzyj go do końca
👉 Jeśli już mieszkasz — również obejrzyj go do końca 😊

👉Jeśli planujesz budować – wiesz co robić

Czynnie i dynamicznie rozmawiamy z widzami w komentarzach, bo wiemy, że nasza obecność nie kończy się w momencie wyłączenia kamery po nagraniu wywiadu. Zależy nam na widzach i na ich świadomości — bo to ona decyduje o dobrych decyzjach, zanim pojawią się problemy.

Pozdrawiam,
mgr. inż. Mateusz Furs,

Podobne wpisy